Mój koci rytuał

Uff, w końcu się udało. Dawno nas tu nie było, ale to dlatego, że dni są tak przyjemne, że większość czasu spędzamy na drzemkach wygrzewając się na słońcu. A co! Odrobina odpoczynku nikomu jeszcze chyba nie zaszkodziła.

Człowieki przygotowały specjalnie dla nas nowe legowiska na balkonie, żebyśmy mogli lepiej obserwować, co dzieje się na zewnątrz. Teraz w końcu widzimy świat! Jakie tam się dzieją rzeczy! Ale, ja nie o tym chciałem…

Siedząc na najwyższej balkonowej półce, zacząłem się zastanawiać,  jak to się stało, że tu trafiłem. Niewiele pamiętam z okresu, kiedy byłem jeszcze całkiem mały… Przypominam sobie jednak, że kiedyś byłem ja i mój klon, tylko trochę mniejszy. Mieszkaliśmy przez jakiś czas u cioci i wujka. Zabrali nas z podwórka, gdzie się przybłąkaliśmy.  Byliśmy trochę dzikusami, ale cioci udało się zrobić nam zdjęcia i powiedziała, że szuka dla nas domu. Potem zjawili się Oni, zabrali mnie i klona w kartonie do jakiejś dziwnej maszyny i przywieźli tu, gdzie mieszkam do dziś. W trakcie podróży nie chciałem siedzieć w kartonie. Mój klon spał całą drogę, a ja byłem podekscytowany tym, co zaraz się wydarzy. Wyszedłem z kartonu prosto na kolana mojej nowe kociej Mamy, tu było przyjemniej. Mogłem wtulać się w jej włosy, ugniatać sobie jej ubranie i znowu się wtulać.  Patrzyłem na nią i już wiedziałem… I ona też wiedziała. To będzie mój Człowiek.

Kiedy dojechaliśmy do domu, nawet nie zorientowałem się, gdzie zniknął mój klon! Potem dowiedziałem się, że klon, znaczy moja siostra trafiła do innej cioci i teraz mieszka zagramanico!!! Uwierzycie? A ja? Ja zostałem z moimi Człowiekami i z Kicią, która nie za bardzo chciała się ze mną bawić… W ogóle się tym nie przejmowałem i Kicia jakoś się przyzwyczaiła 🙂

Teraz mam już prawie 3 lata i podobno zmądrzałem,  a może po prostu mniej dokuczam Kici. Jedno się przez te trzy lata nie zmieniło – lubię patrzeć na mojego Człowieka. Codziennie rano czekam, aż Kocia Mama się obudzi i będę mógł się do niej poprzytulać. Wskakuję na jej kolana i wtulam się, tak samo jak tego pierwszego wieczora. Oczywiście robię to tylko wtedy,  kiedy inni nas nie widzą! Nie będę przecież pokazywał jaki ze mnie mięczak! Ale szczerze przyznaję, że bardzo lubię ten nasz codzienny rytuał. Ona też.

Teofil

PS. Za zdjęcia z moim mniejszym klonem dziękuję Cioci Iwi: http://iwettamajewska.pl/

********

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *